oceń / ankieta / dziewczyny / dźwięk / grafik / media / pomoc / tapety / wejście
Podwajamy Doładowania

Dziewczyny z sąsiedztwa kręcą ostre filmy porno

2008-09-01 20:20:12, aktualizacja: 2008-09-02 14:02:13

Artykuł w Fakty24 Obroty polskiej branży porno wzrosły w ciągu roku o 50 proc. Teraz wynoszą ok. 150 mln zł rocznie, i wciąż rosną.

Tak wynika z szacunków największej polskiej firmy w tej dziedzinie - Pink Press. Na erotyczne występy w internecie coraz częściej decydują się tzw. zwykłe dziewczyny z sąsiedztwa, które podobają się internautom najbardziej.

Na Zachodzie jak ciepłe bułeczki sprzedają się nasze amatorskie produkcje i coraz dynamiczniej rozwijają się polskie strony internetowe dla dorosłych. Według danych Family Safe Media nasz kraj jest już na 8. miejscu na świecie, jeśli chodzi o liczbę stron pornograficznych. Mamy ich ponad milion! - Zarabiam tyle, że w innej pracy to niemożliwe - mówi 19-letnia dziewczyna o pseudonimie Zuza.

Leży w specjalnym pokoju, przed nią komputer z kamerą, która przesyła obraz do sieci. Wielbicielom stawia warunki: nie korzysta z gadżetów. - Ale i tak ich pomysły są szalone. Czasem się cieszę, że nie spotykam się z nimi na żywo.

Zuza pracuje dla firmy Of.pl z Dąbrowy Górniczej. Prowadzi ona internetowe erotyczne kanały do rozmów na żywo, tzw. live'y, które są w Polsce nowością, jednak mają już rzeszę zwolenników. Skąd ta popularność? - Sieć daje poczucie intymności i ułudę anonimowości. Jest wyjściem dla osób, które mają problemy w nawiązywaniu kontaktów - ocenia seksuolog Stanisław Dulko. Artykuł w Fakty24

Piotr, prezes Of.pl, przyznaje, że typ dziewczyny z sąsiedztwa podoba się internautom najbardziej. Do takiej zwykłej Zuzy internauci chętniej wracają, a to przynosi zyski.

Wirtualne porno nie ma jednak na razie szans wyprzeć papierowego i na nośnikach DVD. - Nasze produkcje amatorskie są cenione na świecie. Wciąż rozwijamy tę niszę - mówi Krzysztof z firmy Pink Press. Zaznacza, że w takich filmach występują naturszczycy, którzy przygodę z pornobiznesem kończą na 1-2 tytułach. - Klienci cenią sobie świeżość, autentyczność przeżyć, a do tego Polki są bardzo ładne. Poza tym na przykład dla Amerykanów nasze porno to egzotyka - wyjaśnia Dulko.

W tym roku w zachodniej Europie ruszyła polska gazeta z tzw. amatorskim porno. Cieszy się dużą popularnością. Podobnie jak filmy: na rynku w Europie i USA jest teraz kilkadziesiąt tytułów.

W dniu 12 sierpnia 2004 gościliśmy w programie erotycznym telewizji TVN "Redlight". Byl to 26 odcinek tego coraz bardziej popularnego programu erotycznego telewizji TVN. Odcinek ten poświęcony był najnowszym technologiom, cyber sexowi i wirtualnym doznaniom erotycznym. Jako że nasza strona "www.sexkamera.pl" jest najbardziej popularnym sex-chatem w erotycznym cyberświecie, to też nasze dziewczyny były gwiazdami programu.


fotki


 


Paula: witam :-)
wolfik: wypnij pupkę
wolfik: prosto do kamerki
Paula: ok
wolfik: super
wolfik: słoneczko, zrób to analnie
Paula: super :-)
wolfik: jest mi już ciepło.

Mnie też jest ciepło. Termometr pokazuje 28 stopni Celsjusza, ale kaloryfer na ścianie grzeje dalej. Musi, bo dopiero w takiej temperaturze Paula nie szczęka zębami z zimna. Kompletnie naga, zgodnie z poleceniem wypina pupkę w stronę kamery i naoliwionym wibratorem "robi to analnie". Wolfik widzi to na ekranie swojego komputera. Ja stoję dwa metry od jej łóżka. Oglądam wyczyny Pauli na własne oczy i topię się z gorąca.

Normalna firma

W biurze obok temperatura jest już dostosowana do potrzeb ubranego człowieka - dziewczyny poza swoim pokojem mają zakaz chodzenia na golasa. Popijam kawę i podziwiam eleganckie meble, miękkie dywany i martwe natury na ścianach. Z tego miejsca "of.pl" nie wygląda na siedzibę największego erotycznego wideo-czatu w Polsce

- Jesteśmy przecież normalną firmą komputerową - tłumaczy Piotr, współwłaściciel "of.pl", czule głaszcząc ponadmetrowej długości węża.

Jasne - myślę sobie - w każdej normalnej firmie zatrudniają gołe kobiety z wibratorami i hodują jakieś oślizłe gady!
- To zwykły wąż zbożowy, nasza maskotka. Kupiliśmy go niedawno na pięciolecie firmy - uspokaja mnie Tomasz, drugi z tutejszych szefów.

Pięć lat temu Piotr i Tomasz, kumple z liceum, założyli firmę oferującą usługę, która wtedy była w Polsce absolutną nowością. W pokoiku przy jednej z głównych ulic Dąbrowy Górniczej zatrudnione przez nich seksowne dziewczyny rozbierały się na żywo przed kamerą i spełniały najbardziej wymyślne zachcianki oglądających je przez internet klientów. To samo robią do dziś, z drobną różnicą - i kobiet, i internautów jest dużo więcej.

- Naszą główną stroną jest www.sexkamera.pl, ale do dziewczyn można też dotrzeć przez kilka tysięcy innych stron internetowych - wyłuszcza Tomasz.
- Tysięcy ? - nie wierzę własnym uszom.
- Tysięcy. Sami nie wiemy, ile dokładnie ich jest. Zakładają je pośrednicy, którzy w zamian za udział w zyskach umieszczają w sieci odnośniki do nas. Internauci często nawet nie wiedzą, że wchodząc na jakąś dziwną stronkę łączą się z kamerą stojącą w pokoju, w którym przed chwilą byłeś.

Osiem orgazmów dziennie

Paula odłożyła już wibrator i zmęczona leży przed kamerą. - Uff, chwilowo na czacie nikogo nie ma. Możemy spokojnie pogadać - odsuwa na bok wilgotną zabawkę i zaprasza mnie obok siebie na łóżko.
- Powiedz szczerze. Ta praca naprawdę ci sprawia przyjemność? - ostrożnie siadam na skraju kanapy.
- No wiesz, nie mam tylu orgazmów, ile pokazuję. Gdybym codziennie miała ich po osiem, wykończyłabym sama siebie - mówi. I jak wynika z doświadczenia, nie tylko siebie. W sekskamerze do dziś wspominają dziewczynę, która pracowała tu na samym początku. Miała takie orgazmy, że w ekstazie zrywała ozdobne zasłony ze ścian. Co chwilę trzeba było remontować pokój.
Dziś w serwisie www.sexkamera.pl są już dwa pokoje. Na zmianę pokazuje się w nich siedem dziewczyn. Odwiedza je przez komputer średnio kilkudziesięciu facetów na godzinę, miesięcznie kilka tysięcy osób. Każdy gość za erotyczną zabawę płaci co najmniej dziesięć złotych - tyle kosztuje najtańszy, 15-minutowy dostęp do dziewczyn. Ale oczywiście są też tacy, co przesiadują na czacie godzinami, a ich wydatki idą w setki złotych.

Paula zerka na monitor i sięga po wibrator. - Sorry, ale ktoś właśnie przyszedł.

Paula: cześć młody
mlody21: cześć paula
Paula: jak u ciebie słoneczko?
mlody21: zgadnij co teraz robię
Paula: hmmmmmmmmmmm
mlody21: patrząc na ciebie.
Paula: super
mlody21: paula mogłabyś pobawić się trochę cycuszkami?
Paula: ok

Współzawodnictwo pracy

Przed pracą w sekskamerze Paula była sprzedawczynią i barmanką. Wtedy miała nie tylko mniej orgazmów, ale też zdecydowanie mniej zarabiała. Teraz tak jak każda pracownica "of.pl" ma normalną umowę o pracę, wszystkie ubezpieczenia i stałą pensję ponad dwa tysiące złotych na rękę. - Za to da się już normalnie żyć - mówi.
Pewna, stała pensja przyciąga coraz więcej dziewczyn, które chciałyby pracować na wideo-czacie. Niektóre trafiają tu z agencji modelek, inne zgłaszają się na ogłoszenia w prasie ("poszukujemy bezpruderyjnych fotomodelek"), jeszcze inne same wysyłają mejla do "of.pl" i bezpośrednio oferują swoje usługi. Te spoza Zagłębia i Śląska mają nawet szansę przeprowadzić się do służbowego mieszkania firmy.
Rywalizacja o pracę w sekskamerze jest ostra. Dlatego szefowie sekskamery są wybredni. - Zatrudniamy tylko normalne dziewczyny, nie jakieś prostytutki. Muszą być spokojne, zrównoważone i poważnie traktować tą pracę. Nie każda się nadaje - mówi Piotr.
Firma dokładnie podlicza, ile osób odwiedziło każdą pracownicę i jeśli przez dwa miesiące z rzędu któraś jest ostatnia, traci pracę. - To brzmi groźniej niż jest naprawdę. W praktyce z tego powodu jeszcze żadnej nie zwolniliśmy, ale dzięki temu jak dziewczyna ma jeden miesiąc słaby, to w następnym daje z siebie wszystko - mówi Piotr. - Dosłownie wszystko.

Technika gry

Viki wygina się przed kamerą, zsuwa majteczki i komuś siedzącemu po drugiej stronie ekranu pokazuje to, co akurat najciekawsze. Patrząc na nią, nie potrafię uwierzyć, że jeszcze niedawno ważyła 87 kg. Teraz ma równo 55 kg i zbliża i oddala obraz z kamery dzięki przerobionej komputerowej myszce (wcześniej dziewczyny miały bezprzewodowe piloty, ale za często je gubiły). - Najbardziej lubię pokazywać nogi - wyznaje Viki. - Fajnie też jest, jak wypinam się tyłem i pokazuję pupę, o tak - dodaje i pręży się przed kamerą.
Internauci nie zawsze wierzą, że na ekranie widzą prawdziwą dziewczynę. Z powodu ograniczonego łącza obraz z kamery jest opóźniony o kilkadziesiąt sekund. Żeby udowodnić, że jest żywa, Viki macha do kamery i posyła wirtualne buziaczki. Ale klient po drugiej stronie komputera chce chyba innego dowodu, bo Viki sięga po olejek.
Tak jak ona, każda dziewczyna na stronie www.sexkamera.pl ma jakieś swoje ulubione pozycje i zabawki (wibratory, wzierniki ginekologiczne itp). Każda - oprócz Leny, szczupłej blondynki z misternie zakręconymi warkoczykami, która na wideo-czacie najchętniej by tylko tańczyła, a erotycznych zabawek nie używa wcale. - Tak naprawdę jestem leniuszkiem i po prostu nie chce mi się nimi bawić - wzdycha. Choć przed kamerą pracuje tylko paluszkami, swój efekt osiąga: goście tłumnie do niej przychodzą i zazwyczaj są bardzo zadowoleni. Choć nie zawsze jest łatwo.

bolek: czuję że mi staje
Lena: bolek dawaj
Lena: dawaj, może wstanie
Lena: jazdaaaaaaa
Lena: yeaaahhhhhh
Lena: yes yes yes
bolek: lenka już mi stanął
Lena: no brawo
Lena: jestem zachwycona
bolek: a wam chłopaki nie?

Słodkie kłamstwa

Dziewczyny zrobią dla internautów wszystko, ale rzadko powiedzą prawdę o samych sobie. Nie przyznają się na czacie, że tak naprawdę nie są szalonymi hedonistkami myślącymi tylko o seksie oralnym i/lub analnym, ale mają normalne domy, mężów i małe oraz większe dzieci. Większość z nich w dodatku jest o kilka lat starsza niż wszystkim podaje.
Mimo to mają czyste sumienie: kłamią nie tylko one, ale ich rozmówcy też.
- Prawie wszyscy faceci na czacie twierdzą, że mają po 30-40 lat i co najmniej 20 centymetrów w kroku. Akurat! ­- śmieje się Paula.
Jak rozpoznać kłamczuchów? - To prościutkie. Wystarczy przyjrzeć się jakich słów używają na czacie. Żaden dorosły, starszy mężczyzna nie będzie się przecież witał hasłem "sie ma" ani żegnał " no to nara". Poza tym, im ktoś młodszy, tym mniej chce rozmawiać, a więcej się gapić - wyłuszcza fachowo Viki.
Ona w przeciwieństwie do innych nie ukrywa przed internautami, że ma męża. - Najczęstsze pytanie jakie wtedy słyszę, to: co on na to? - mówi.
- No i co on na to? - pytam, czując podświadomie że jestem mało oryginalny.
- On nic do tego nie ma - odpowiada Viki. - To praca jak każda inna. Nikt mnie tu przecież nie obmacuje. Choć mąż pewnie zdenerwowałby się, gdyby zobaczył teksty, które czasem piszą do mnie internauci.
Faktycznie, niektórzy goście z czatu wydają się nie znać innych słów niż te zaczynające się od "kur", "piz" i "cip". ­- Na szczęście tacy długo tu nie zabawiają. Albo grzecznie przepraszają za swoje zachowanie, albo administrator wywala ich z chatu. I nikt im nie zwraca pieniędzy - mówi Viki.

Miłość w sekskamerze

Wśród setek odwiedzających sekskamerę każda dziewczyna ma swoich stałych wielbicieli, którzy wchodzą na wideo-chat tylko dla nich. Chyba najwięcej takich fanów ma Lena. - Grzybuś, Maciek, Tweete. Jeden z nich jest adwokatem! - wylicza, potrząsając warkoczykami. - Naprawdę ich uwielbiam. I wyuczyłam ich do tego stopnia, że już nawet nie chcą żebym się rozbierała. Po prostu sobie gadamy. - cieszy się Lena.
Inne dziewczyny mają nieco mniej szczęścia. - Ja chyba przyciągam do siebie kaleki - wzdycha Viki, wspominając 17-latka z zanikiem mięśni, dla którego była pierwszą kobietą, którą widział nago i inwalidę około 40-tki, któremu cierpliwie podpowiadała jak poderwać dziewczynę (efekt przerósł oczekiwania: posłuchał ją, poznał kobietę, ożenił się, ma już dziecko i teraz razem z żoną dalej odwiedza Viki na wideo-czacie).
Prawdziwi fani oczywiście chcieliby się z dziewczynami spotkać, porozmawiać, zaprosić na kawę albo weekend. Niestety, nie ma takiej możliwości. Ze względów bezpieczeństwa dokładny adres firmy jest utajniony, a dziewczyny mają zakaz podawania numerów swoich telefonów czy prywatnych e-maili. Nie ma szans nawet na prezenty. - Niestety - wzdycha Lena i wspomina, jakie cuda dostawała gdy kilka lat temu pracowała w zagranicznej sekskamerze. - Super bielizna, perfumy, bukiety róż! Jeden nawet pierścionek mi obiecał, ale w końcu nie dotarł.
Mimo to na wideo-czacie też rodzą się uczucia. W historii www.sekskamera.pl zdarzył się już prawdziwy ślub. Wprawdzie z dziewczyną z chata ożenił się nie internauta, ale jeden z pracowników "of.pl", ale dobre i to. Ba, wspólnie mają już 1,5-letniego synka. Chyba wcześniaka, bo urodził się zdecydowanie szybciej niż dziewięć miesięcy po ślubie.

Nowe perspektywy

pansuki: zdejmij majetczki
pansuki: chce cię zobaczyć golutką
pansuki: o tak
pansuki: teraz wypnij się mocno
pansuki: pokaż ją
pansuki: bliżej
pansuki: o tak, spódniczka w górę
pansuki: włóż paluszka w ciasną pupcię
pansuki: oh dalej
pansuki: dalej, ruszaj nim
pansuki: mocniej
pansuki: teraz trzy paluszki
Lena: mmmmm :-)

Szefowie "of.pl" planują ekspansję. Chcą otworzyć profesjonalną stronę pokazującą obraz z sekskamery na amerykańskim serwerze. Większość dziewczyn mówi po angielsku, więc Polki z "erotic live show" mogą za oceanem zrobić prawdziwą furorę.
- Planujemy jeszcze zrobić zupełnie inny, nowy czat. - zdradza mi na koniec Piotr.
- Może lesbijski? Dwie bawiące się ze sobą dziewczyny to przecież dwa razy lepiej niż jedna! - cieszę się na zapas.
- To już próbowaliśmy i się nie opłaciło - Piotr patrzy na mnie jakoś dziwnie. - Ale przymierzamy się do czatu gejowskiego. Wiesz, tym razem przed kamerą będzie sobie dobrze robił jakiś ładny chłopak. Myślę, że taki wideo-chat powinien ruszyć jeszcze w tym roku.
- Wiesz, Piotr - przerywam mu szybko. - A ja myślę, że to już nie jest temat na opiskuł dla CKM.


 


Międzynarodowe Targi Erotyczne "Eroticon 2002". Klatka na naszym stoisku.

 


Stoisko "sexkamery" na Międzynarodowych Targach Erotycznych "Eroticon 2004" w Warszawie przyciągało tłumy zainteresowanych osób. Byliśmy najbardziej obleganym stoiskiem na targach przez wszystkie 4 dni.

 


"Syreny w sieci"
Polacy wydają na seks w Internecie setki tysięcy złotych.

NAGO PO FIRMIE

Wideoczaty są przebojem cyberseksu. Strony "na żywo" odpowiadają mężczyznom, bo mogą sterować striptizerką, mają nad nią władzę. I nie jest to żadna komputerowo wykreowana piękność, ale prawdziwa dziewczyna. Czasem ma zły dzień i nie wygląda najlepiej.
- To nie ma żadnego znaczenia. Najważniejsze, że w ogóle jestem - stwierdza Weronika.
Kto chce wejść na stronę Weroniki, musi słono zapłacić. Ale za to dziewczyna nie tylko rozbiera się i zmysłowo dotyka, może również życiowo doradzić lub fachowo pogadać o Internecie. Z wykształcenia jest grafikiem komputerowym.
- Nie mogłam znaleźć pracy w tym zawodzie i nigdzie indziej. W każdym razie tak dobrze płatnej - ucina bez sentymentów.
Kiedy przychodzi do firmy, wygląda jak zwykła urzędniczka. Delikatny makijaż, grzeczny ubiór. Jej miejsce pracy jest ściśle strzeżoną tajemnicą, ale na pierwszy rzut wygląda jak każde inne biuro. Jest fachowa sekretarka i starsza pani księgowa. Pracownicy pochyleni nad komputerami. Są też drzwi, które otwierają się wprost na łóżko i ściany obite czerwoną tkaniną.
Weronika pracuje tutaj w przezroczystym ciuszku lub bez niczego. W swoim stroju służbowym nie może jednak wychodzić na wspólny korytarz. Firma dba o wizerunek.
- Mieliśmy dziewczynę, która wychodziła z "live" i biegała po pokojach nago. To niedopuszczalne. Przecież my jesteśmy normalną firmą. Zatrudniamy ludzi na etacie, panie również. Nie dostają honorarium od liczby klientów czy od tego, na ile są bezpruderyjne, tylko z góry ustaloną pensję. Są ubezpieczone, płacimy ZUS. To najczęściej mężatki z dziećmi, często studentki, osoby wykształcone - wyjaśnia prezes zarządu firmy.
Weronika też pracuje z obrączką na palcu. Klientom to nie przeszkadza. O mężu mówi oględnie.
- Nie jest zachwycony, ale nie wiem, gdzie mogłabym tyle zarobić. On też nie wie. Zresztą to tylko praca z komputerem i kamerą, nie mam kontaktu z mężczyznami. A pieniądze są nam potrzebne - wzrusza ramionami.
Dostaje tutaj około 3 tys. złotych na miesiąc.
- Jeśli partnerzy mają pretensje, to wystarczy im powiedzieć, żeby przynieśli więcej pieniędzy do domu. Tyle, żeby ich kobiety nie musiały tak pracować. I wtedy dyskusja się kończy - komentuje jeden z właścicieli.

PANOWIE SIĘ ZACHWYCAJĄ

Okazuje się, że mężczyźni najczęściej oglądają witryny erotyczne w pracy.
W domu liczą się z kosztami, a może bardziej boją się żon niż szefów. Psycholodzy mówią o nowym uzależnieniu; kto raz spróbował takiej rozrywki, często nie może się już odzwyczaić. Mimo groźby zwolnienia, ci internetowi żeglarze serfują stale w kierunku syren na pornostronach. Ku swojej zgubie.
W Dolnośląskiej Kasie Chorych urzędnicy okazali się nałogowymi erotomanami policja znalazła w ich komputerach ponad 11 tys. zdjęć i 500 filmów pornograficznych. Prawie połowa witryn odwiedzanych przez urzędników należała do witryn erotycznych. Pracownicy bronili się, że w innych biurach jest tak samo. Właściciele pornoserwisów przyznają, że ich strony odwiedzane są zwykle w godzinach pracy.
Po południu odzywają się nastolatki. Weronika od razu poznaje, kiedy chce się z nią zabawić jakiś młodzian, bo bardzo stara się ukryć swoje niedoświadczenie.
Jest około trzeciej po południu. Weronika pisze na komputerze, że wychodzi siusiu i ma chwilę przerwy. Kamera wyłączona. Dziewczyna przeciąga się, nie wygląda na żadną seksbombę, ciało ma blade, biust drobny. Na ekranie gęsto od rozmówców. Jeden narzeka, że ta strona jest za nudna. Drugi czule się żegna z Weroniką, bo musi wracać do obowiązków (może do urzędowych papierów?). Inny pisze, że jest słodka i kochana. Żadnych perwersji?
- Najczęściej są bardzo mili, piszą komplementy, zachwycają się - przyznaje dziewczyna. - Są wdzięczni, że spełniam ich prośby.
Czasem jednak chodzi o pomoc w domu. Jakiś ojciec nie ma chyba z kim pogadać, bo wchodzi na erotyczną stronę Weroniki i pyta, czy można z małym dzieckiem bawić się klockami. Albo co mu dać jeść.
- Nie ma zboczeńców, bo nie są wpuszczani na linię. Dba o to nasza wewnętrzna cenzura - zapewnia Weronika.
Po przerwie znowu jest gotowa do rozmowy i spełniania męskich życzeń. Wieczory bywają bardziej pikantne. Trzeba będzie sięgnąć po zestaw plastikowych penisów. Czy tak wyobrażała sobie kiedyś swoją zawodową przyszłość?
- Nie wiem jak długo to będzie trwało, na razie jestem kilka miesięcy - przyznaje Weronika. - Ale strona ma powodzenie, nie narzekam.
Nie jest tu pierwsza ani ostatnia. W pokazach na żywo dziewczyny wytrzymują średnio półtora roku. Potem się wypalają, odchodzą. Ale, jak zauważa Weronika, długi już mają pospłacane.

AMATORZY NA WSZYSTKO

Właściciel zaprzecza stanowczo opinii, że jego firma żyje z wykorzystywania kobiet. Przeciwnie, raczej jest dla nich ratunkiem.
- Jakie mają inne wyjście? Stanąć na ulicy? Tu są bezpieczne, dobrze zarabiają, są doceniane. Pracują na etacie. Nie ma żadnej pornografii, jest tylko erotyka. Żaden facet ich nie dotknie - tłumaczy postawny mężczyzna, absolwent Politechiki Śląskiej. Zainteresowanie erotyką jest stałe i nieprzemijające. Jeśli ktoś założy u niego stronę, będzie publikował zdjęcia, które mu firma dostarczy i zajmie się pobieraniem opłat - może nieźle zarobić. Ważne, żeby mieć pomysł. A zapotrzebowanie na zdjęcia i nagie modelki jest wciąż ogromne.
Badania Durex ujawniły, że seks wirtualny uprawią co drugi Amerykanin (54 proc), Anglik (52 proc.) i Kanadyjczyk (50 proc). W Europie cyberseks nie jest jeszcze tak popularny, ale we Francji 20 proc. mężczyzn przyznaje się, że korzysta z komputerowych erotycznych możliwości.
Dziewczyny w zagłębiowskiej firmie nie tylko pracują na żywo, ale również pozują do zdjęć. Same się zgłaszają. Zdjęcia robi im się na miejscu w firmie, potem rozpowszechnia w całej sieci.
- Przychodzą kobiety wykształcone i te bez zawodu, młodsze i starsze, ładne i brzydsze, skromne, przymuszone sytuacją finansową i ekshibicjonistki. Te ostatnie zrobią wszystko dla przyjemności pokazywania się nago. Nie stawiamy szczególnych wymagań, ale modelka musi być zadbana. Wiek, tusza niezbyt się liczą, bo każda kobieta znajdzie w cyberprzestrzeni amatorów - stwierdza właściciel.
Chętnych pań jest aż tyle, że czasem brakuje mu pomysłów na nowe zdjęcia. Po sesji fotograficznej pada z nóg. Dlatego dobrze rozumie dziewczyny, które u niego pracują. Na przykład osiem godzin "na żywo" potrafi wykończyć.
Co by czuł, gdyby to jego kobieta przeszła na taki etat?
- Nie zniósłbym tego - przyznaje i patrzy na dziewczęcą Weronikę, która znowu układa się na poduszkach. - Nie dlatego, że ona to robi, ale że ja nie umiałem jej przed tym uchronić.

Dziennik Zachodni

26 marca 2004r. Nr 73 (17.847)
wodanie na woj. śląskie



 

 

"Co widzi sex-kamera"
"Seks na żywo!", krzyczą banery na stronach internetowych. "Tu kliknij, a zobaczysz napalone laski!" - obiecują dostawcy seks usług. Trudno się oprzeć takiej reklamie, więc... klikamy i my!

Aby zaliczyć szybki numerek, nie trzeba "wychodzić z psem na spacer" czy też wciskać kitu żonie o dodatkowej pracy po godzinach. Wystarczy lepszy komputer i dostęp do internetu, by zaspokoić popęd seksualny. Zbliżenie z dziewczyną przez internet jest bezpieczne (HIV tą drogą się nie przenosi), niezobowiązujące i anonimowe. Pewnie właśnie to przyciąga szukających erotycznego kopa przed monitory. Dzięki kamerom internetowym i wirtualnym "różowym" serwisom łatwiej rozebrać kobietę. Nie trzeba jej nawet od razu płacić za usługę. Rachunek przyjdzie pocztą. Klikamy więc na link jednego z operatorów. Po jakimś czasie na naszym ekranie pojawia się okno instalatora programu, dzięki któremu łączymy się z naszą "wymarzoną". "Brunetki, blondynki, ja ... wszystkie was dziewczynki...", I chciałoby się zaśpiewać, bo oto trafiamy do erotycznego raju. Sex Ramona melduje się w naszym pokoju. W małym okienku widać zgrabną dziewczynę z warkoczykami. "Ładna!", myślimy. "Witaj, kochanie", pojawia się tekst w innym oknie. "Czego pragniesz? Jestem na Twoje rozkazy...", czytamy.
"Pokaż, co masz na sobie", odpowiadamy. Laska odsuwa się nieco od kamery, ukazując kuszące piersi, płaski brzuch, pończochy ze ściągaczem, szpilki. Niczym rasowa kocica przeciąga się na futrzanej wykładzinie, wypinając do nas pupę. Mamy ochotę na więcej.
"Ściągnij majteczki", wklepujemy na klawiaturze, a dziewczyna natychmiast spełnia nasze życzenie. Delikatnie wkłada palec pod gumkę stringów, chwilę się z nami przekomarza i wreszcie powoli zsuwa koronkowe majteczki, stopniowo odsłaniając wygolony wzgórek i ciemniejszą szczelinkę. "Weź wibrator...", brzmi nasze następne polecenie. W pokoju robi się gorąco. Napięcie rośnie. Na ekranie komputera drżący przedmiot ginie w lśniącej różowej dziurce, a my się gotujemy...

 

twój Weekend
Nr 4 Indeks: 378585
data: 17.02.2005 - 02.03.2005

 




Nasze dziewczyny były również bohaterkami reportaży w programach telewizyjnych "TVN-turbo" oraz "4funtv"


W gazecie "Wprost" również był o nas opiskuł. Przekręcony, ubarwiony i nie autoryzowany. Ale co tam, wolność kłamst... o przepraszamy, wolność słowa :-)
   

@ by SexKamera 2000/2010 (KFL)
x x x $$$ zarabiaj z nami $$$